Ogldam si. Ksiyc. Teraz noc jest inna. Gramoli si wolno poprzez gazie olch. Wolno - dla tych, co nie maj czasu. Mnie si zdaje, e widz, jak z jednej gazi przeskakuje na inn, jak wypywa wreszcie nad szczyty drzew. I ju waciwie nie ma tego, co najpikniejsze w nocy, nie ma samotnoci. Ksiyc staje si jakby natrtnym partnerem. 